|
Blog > Komentarze do wpisu
IV RP na Dzień Kobiet, czyli kobietologia – prężna dziedzina wiedzy
Równolegle z gender studies nadal rozwija się tradycyjna amatorska kobietologia. [...] Podczas gdy feministki toczą spory o kobiecy podmiot i zarzucają sobie nawzajem nieuzasadnione uogólnienia, prawdziwi kobietolodzy nie bawią się w szczegóły. [...] Uzbrojeni więc w obserwacje własne, kobietolodzy będą więc pisać o psychice kobiety, moralności kobiety, uzdolnieniu do czegoś i niezdolności do czegoś innego, wreszcie – będą wnikać w myśli kobiety i wskazywać, czego ta kobieta tak naprawdę pragnie. (Marta Spychalska – Zadra nr 4 2006/2007) http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,75931,3968568.html Posłanka Sobecka znów coś robi dla kobiet w Polsce. Chce wydłużyć urlopy macierzyńskie do trzech lat, by zlikwidować placówki, które jedynie wiele państwo polskie kosztują – żłobki. Posłanka Sobecka mówi, że likwidacja żłobków przyczyni się do zmniejszenia bezrobocia oraz zwiększenia zadowolenia matek i dzieci. Już nawet nie pytam, gdzie są ojcowie, bo wedle IV RP dziecko ma tylko matkę. Już nawet nie chcę wiedzieć, jak zmniejszy się bezrobocie po likwidacji żłobków, gdy znikną miejsca pracy dla osób tam zatrudnionych. Ja dziś tylko zapytam: skąd pani Sobecka wie, co wpływa na zadowolenie matek. Też nie zapytam o kobiety, bo w Polsce, w pewnym wieku wypada być jedynie matką. Matką pełnoetatową, matką heroiczną, matką poświęcającą się, matką-ikoną, bowiem, jak powiedziała pani Sobecka w Sejmie: „Według mnie, jeśli wszystkim zapewni się równe szanse, to na pewno na tym starci dziecko” – co oznacza jedynie tyle, że skoro nie istnieje w procesie wychowawczym ojciec, to z pewnością równych szans dla matek nie ma się co spodziewać. Bo, jak doskonale wyłożą nam to kobietolodzy, kobiety właśnie takie są. Kiedy dorastają chcą być matkami, chcą poświęcać się dla maleństwa, każdą swoją komórką i nerwem żyją jego potrzebami, tracąc całkowicie podmiotowość. Kobietologia w Polsce ma się dobrze i przy traktowaniu kobiety w sposób przedmiotowy będzie miała się nadal świetnie. Wszystkie kobiety w Polsce chcą, pragną, marzą. A o ich pragnieniach, woli i ochocie wie, kto...? No, kto? Posłanka Sobecka. Ona wie, że matki się ucieszą nie mogąc oddać dziecka do żłobka. Wszystkie. Czy ja żyję w antyutopii? W świecie fikcji literackiej, gdzie wszystkim kobietom wszczepia się chip do głowy, by znać ich myśli? I jestem buntowniczką z zepsutym mechanizmem, który powoduje w moim mózgu schizofreniczną perspektywę, pozwalającą na obrazoburczą wizję, że kobiety nie są masą, kisielem i pulpą? W moim świecie są kobiety, które pragną zostać z dziećmi w domu, ale też są kobiety, które chcą wrócić do pracy z bardzo różnych, indywidualnych względów. Oczywiście posłanka Sobecka wie lepiej, że matka zostanie w domu, bo te, co nie chcą, to je stać na wynajęcie niani, a poza tym to złe kobiety są, bo nie chcą, to ukarać. Ukarać wszelkie odstępstwa od normy wyznaczonej przez panią poseł. Ona jest normą. A czy pani poseł zadaje sobie pytanie o matki, które muszą iść do pracy? Czy myśli o matkach samotnych? I jeszcze ta iluzoryczna kasiora, o której mówi pani poseł, płacona przez samorządy a uzyskana po zamknięciu żłobków. Czy pani poseł w ogóle zadaje sobie jakiekolwiek pytanie? Nie sądzę. Ona jest kobietologiem. Żadnych przeliczeń, obserwacja i wiedza „z życia wzięta”, właściwa temu nurtowi pseudobadawczemu. Nie wiem, co gorsze w Dniu Kobiet. Czy ten „kwiatek dla Ewy” w komplecie z rajstopami – jeden z symboli PRL-u, czy kobietologiczne numery pani poseł w IV RP. Zadowolone dzieci i matki, o których mówi pani poseł, to iluzja. Iluzja przyznanego sobie prawa do uszczęśliwiania innych. I wszystkim to samo, wedle jednego schematu. Matka – istota bez pragnień, bez woli, przedmiot, o którym decyduje państwo. A tak na marginesie: do którego momentu, ta ochrona państwa nad dzieckiem się rozciąga? Mam rozumieć, że dla ich dobra wszystko, nawet kosztem psychicznego zdrowia części populacji. Część kobiet, która nie będzie chciała trzyletniego urlopu wychowawczego, ma zagryźć zęby i rzec, że liczy się dobro dziecka. Za wszelką cenę. Tylko to rodzi następne pytanie, bo urodzone dzieci, to także dziewczynki. Kiedy państwo przestaje się nimi opiekować i zaczyna im mówić, że mają się poświęcić? Jak pisze Ewa Kamińska: „Obywatelkami nie ma się co przejmować, bo kiedy dorosną, i tak będą musiały odsunąć na bok własne potrzeby” (Kobiety na Wiejskiej, „Zadra” nr 4 2006/2007). To może w Dzień Kobiet zapytajmy: kim może być kobieta w IV RP? Nienarodzonym dzieckiem, dzieckiem pod opieką matki, zepsutą gimnazjalistką, którą przywoła do porządku minister Giertych, studentką, która jeśli sprzeciwia się zdjęciom nagusek na zebraniu naukowym jest zakompleksioną brzydulą (chociaż po co studiować, jeśli za chwilę będzie się siedziało w domu na trzyletnim wychowawczym) i wreszcie matką. Potem zostanie jeszcze teściową i babką. A kiedy może być sobą? A kiedy może realizować własne potrzeby? Kiedy może powiedzieć, że jej życie jest tak samo ważne, jak życie tego dziwnego gatunku, który nie występuje prawie w IV RP – ojca? Zapomniałam – kobieta w Polsce może być jeszcze posłanką. Co prawda nie bardzo wiem, w jaki sposób ma to zrobić, bo ma się poświęcać wychowaniu dzieci. Im większa ich liczba – tym lepiej. Tak, drwię sobie. Tak, ironizuję – bo na razie pomysły pani poseł jeszcze nie są realizowane i mam nadzieję, że nigdy nie będą. Jednak pod maską ironii ukrywam strach. Strach przed zwycięstwem kobietologii stosowanej. Strach przed utrwaleniem pewnej wizji, że kobiety, że wszystkie kobiety chcą i zachowują się tak samo. Że, co prawda nie mówią jednym głosem, ale mówi w ich imieniu kobietologia. „Kobieta dysponuje nie tylko inną niż mężczyzna budową ciała, lecz także specyficznym działaniem narządów zmysłów. Z reguły kobiety widzą dokładniej, barwniej i szerzej niż mężczyźni. Potrafią dzięki temu dokładniej myć, sprzątać, a także gustowniej ubierać się czy dekorować wnętrza” – jak zauważa ks. Marek Dziewicki, kolejny wybitny kobietolog. Specyficzne działanie zmysłów, uprawnia kobiety do mycia i sprzątania. Niby lepiej, barwniej i szerzej, ale nie ma skojarzenia na przykład z malarstwem, z dokładnością prac badawczych. Nasze życie to predestynacja do mycia, sprzątania, dekoracji wnętrz, a jedyne czego pragniemy, to móc całkowicie poświęcić się dziecku. W ostatniej „Zadrze” jest też artykuł Ewy Kolasińskiej, kobiety, która zaszła w ciążę i dość szybko po porodzie wróciła do pracy. Pracodawca i zespół współpracowników starali się, by ciąża i urodzenie dziecka przeszły w sposób najmniej stresowy. Mama wróciła do pracy, bez wyrzutów sumienia („I już wiem, że dobrze robię – niezależnie od tego, co o tym myśli reszta świata”). A może zamiast zmuszać wszystkie „zadowolone kobiety” do trzyletniego urlopu przyjrzeć się, jak można to zrobić inaczej? Właśnie dla garstki tych niepokornych, które chcą być aktywne zawodowo? Ewa Kolasińska poowiada historię swojego macierzyństwa, w którym występuje także drugi rodzic – tata, który potrafi kąpać i karmić, a nawet przewinąć, bo jak zauważa autorka, czynności te nie są skomplikowane dla zdolnego menagera. W pracy nikt nie zadaje głupich pytań i nie dziwi się, gdy pani Ewa mówi, że będzie czasem pracować w domu. Może zamiast wspaniałych pomysłów kobietologów zacząć rozmawiać z pracodawcami o prawach pracujących kobiet-matek? Może państwo zacznie się opiekować rodziną? Ciągle w IV RP, o tym słyszę, a efektów nie widać. Może skończyć z pomysłami na miarę „1984” Orwella, a zacząć myśleć? Kobiety nie są kisielem, pulpą, zawiesiną. Każda z nich – nas, ma swoje życie, swoje pragnienia, dążenia, sukcesy i porażki. Może IV RP, skoro nie potrafi pomóc, to chociaż nie będzie przeszkadzać? I może wreszcie przestaniemy w IV RP być gromadą, w imieniu której posłowie się wypowiadają, której zamyka się usta? Może ktoś wreszcie zwróci uwagę, że pomysły rodem z kołchozu, gdzie wszystkim po równo, to znaczy, że jedno gówno, nie podobają wszystkim ludziom? Uszczęśliwianie na siłę pachnie mi komunizmem. A myślałam, że żyję w demokratycznym kraju. Może ja w nim żyje, ale posłanka Sobecka zdaje się tego faktu jakoś nie zauważać. W Dniu Kobiet życzę jej specyficznym zmysłom dokładniejszego spojrzenia. I jeszcze jedno pani poseł: ja nie mam na myśli zmywania – jasne? czwartek, 08 marca 2007, socjopatyczna_malkontentka
Komentarze
2007/03/08 11:39:04
Odnośnie całej IV RP prześladuje mnie wrażenie, że niczym specjalnym nie różni się ona od PRL-u. Ale właśnie znalazłam istotną różnicę - PRL budował żłobki! Oczywiście po to, żeby od niemowlęctwa siać wrogą propagandę. To zaiste ciekawe, że przejmując tyle metod jedynej słusznej przewodniej siły narodu dzisiejsza jeszcze bardziej słuszna siła nie dostrzega korzyści indoktrynacji od pieluch!
No, ale może to defekt posłanki Sobeckiej - obawiam się, że Twoje życzenie nie ziści się, albowiem jej zmysły są specyficzne inaczej. 2007/03/08 12:06:35
Nie chcę dodatkowo Cię zasmucać balderdash, ale to właśnie tak funckjonuje. Jesteś kobietą, dokonujesz wyboru i zaraz ktoś Ci dołoży, bez względu na to co wybierzesz. Nie tylko w kwestii macierzyństwa. W każdej.
Kambuzela - żłobki, jako indoktrynacja :), każdemu pensjonariuszowi żłobka - legitymację partyjną. Ale tak serio. IV RP uważa, że cały PRL był do kitu, a jak cały, to cały - żłobki też. 2007/03/08 12:10:31
jak tu mowie o dniu kobiet to wszyscy oczy wybaluszaja! ... ja bym chciala tulipana i paczka! akurat przerwa na kawe...:-)
2007/03/08 12:35:14
Mysle, ze warto sie przyjrzec temu co poslanki Sobeckie robia z kobietami. Mam wrazenie, ze feministki w zwalczaniu poslanek Sobeckich (tez) zapominaja, ze kobiety sa rozne. Sa takie ktore chca wrocic do pracy jak najszybciej (jako psycholog nie zgadzam sie z ta postawa - ze wzgledu na dziecko), sa takie, ktore chca zostac w domu z dzieckiem i sa takie, ktore chca czegos jeszcze innego. Socjopatyczna ma oczywiscie racje, mowiac, ze kobiety nie powinny byc zmuszane do tego zeby przez trzy lata siedziec w domu z dzieckiem. Nie kazda kobieta ma mozliwosc pracy z domu, nie w kazdej firmie istnieje flexi-time, nie kazda ma tez partnera, ktory jako ojciec bedzie czynnie uczestniczyc w zyciu rodziny. Poslanka Sobecka plecie cos, nie wie o czym mowi, w koncu nie wychowywala swoich dzieci (jesli je ma?) w miescie, gdzie sa zupelnie inne warunki niz na wsi czy w malym miasteczku. Miejmy nadzieje, ze to tylko kolejne majaki.
A teraz z drugiej strony, bo Balderdash zauwazyla cos, co gdzies tam brzmi w Zadrowych artykulach. Dlaczego na matki, ktore decyduja, ze beda matkami na pelny etat, patrzy sie z politowaniem? Dlaczego obsmiewa sie glaskanie po brzuchu i kupowanie malenkich spioszkow? Rozumiem, ze sa kobiety, ktore za wszelka cene bedac w ciazy i zaraz po niej kurczowo trzymaja sie swojej wolnosci i graja w brydza do piatej rano, odpalajac jednego papierosa od drugiego, ale nie rozumiem dlaczego to jest w porzadku, a ktos taki jak Balderdash musi tlumaczyc po co jej wyksztalcenie? Kobieta powinna miec prawo zostac w domu z dzieckiem. Dziecko powinno miec prawo do wychowania przez matke (i ojca oczywiscie, ale jestem tez zwolenniczka karmienia piersia, wiec matka jest tak jakby niezbedna). I jak rodzi sie dziecko to (zaraz dostane po glowie za maslane oczy i wychwalanie fasolki ale zanim sie to stanie odsylam do literatury z psychologii dzieciecej i rozwojowej) ono jest najwazniejsze. Bo dziecko musi miec szanse na stworzenie wiezi (Bowlby o tym pisal). Jesli bedzie sie nim zajmowac wiele osob, ta wiez nie powstanie. Jesli dzieckiem bedzie zajmowac sie wylacznie opiekunka czy niania, dziecko stworzy wiez z nia, a nie z matka. Oba warianty sa bardzo niekorzystne dla dziecka, matki, ojca i rodziny w ogole. Zlobki byc moze sa wygodne dla matek, ale nie sa to dobre miejsca dla dzieci. Instytucjonalizacja wychowania zawsze stwarza mozliwosc, ze cos w rozwoju dziecka pojdzie nie tak. Dlatego zgadzam sie z Balderdash. Jej wybor to wybor matki myslacej o przyszlosci dziecka, ktore urodzi i o swojej przyszlosci w rodzinie. To wybor kobiety, ktora za jakis czas bedzie miala w domu nastolatka o dobrej samoocenie, czujacego sie bezpiecznie i pewnie w kontaktach z rodzicami. Nie zgadzam sie poslanka Sobecka ale wiem tez, ze zlobki to nie jest rozwiazanie. 2007/03/08 13:27:33
Poczytałam tekst, poczytałam komentarze i rozmarzyłam się.
Marzy mi się świat, w którym kobieta będzie miała wolność wyboru. Taki świat, w którym kobieta będzie mogła sama zdecydować, zgodnie z własnymi przekonaniami, w jakich proporcjach połączyć w swoim życiu dom i pracę. I nikt, absolutnie nikt, nie będzie jej za ten wybór oceniał. Smutna to konstatacja, że IV RP moich marzeń nie spełni. 2007/03/08 14:05:54
do sadhbh:
> Mam wrazenie, ze feministki w zwalczaniu poslanek Sobeckich (tez) zapominaja, ze kobiety sa rozne. >Dlaczego na matki, ktore decyduja, ze beda matkami na pelny etat, patrzy sie z politowaniem? Dlaczego obsmiewa sie glaskanie po brzuchu i kupowanie malenkich spioszkow? >Rozumiem, ze sa kobiety, ktore za wszelka cene bedac w ciazy i zaraz po niej kurczowo trzymaja sie swojej wolnosci i graja w brydza do piatej rano, odpalajac jednego papierosa od drugiego, ale nie rozumiem dlaczego to jest w porzadku, a ktos taki jak Balderdash musi tlumaczyc po co jej wyksztalcenie? Kobieta powinna miec prawo zostac w domu z dzieckiem. >>Dziecko powinno miec prawo do wychowania przez matke (i ojca oczywiscie, ale jestem tez zwolenniczka karmienia piersia, wiec matka jest tak jakby niezbedna). Karmienie piersia kiedys sie konczy. A czasem nie wystepuje w ogole. Czy wedlug ciebie ojciec powinien pojawic sie w zyciu dziecka (i rodziny ogolnie) dopiero wtedy??? Po co to fiksowanie tematu na kwestii karmienia piersia? CO do tego, co piszesz o powstawaniu wiezi dziecka itp - nie bede sie wypowiadac, bo nie znam sie na tym, ale z podejrzliwoscia podchodze do zdania "Instytucjonalizacja wychowania zawsze stwarza mozliwosc, ze cos w rozwoju dziecka pojdzie nie tak." W rozwoju dziecka wiele rzeczy mzoe pojsc nie tak - i idzie - takze wtedy kiedy matka latami nie moze wyjsc z depresji, bo tkwi uwieziona w domu przez tradycje i swoje wlasne pragnienie wywiazania sie ze sztywno pojmowanej roli. I kiedy przelewa swoje niezadowolenie na dziecko. Przedszkola i inne formy opieki nad dziecmi nie maja byc rozwiazaniem- nie ma rozwiazan optymalnych. Maja byc pomoca. Skoro panstwo trabi, ze nasz cenny narod wymiera i skoro panstwu zalezy bardzo na "dzietnosci" - niechze cos dla niej zrobi. Jak na razie Polki nie maja przedszkoli i zlobkow (maja ich minimum) i rodza najmniej dzieci sposrod wszystkich kobiet w Europie. Natomiast najwiecej dzieci rodzi sie we Francji, ponad 2 dzieci na kobiete, bo Francja ma bardzo dobry system panstwowej pomocy rodzinom w opiece nad dziecmi. Przepraszam ze tak dlugo. 2007/03/08 15:04:03
Trudny temat podjelas ale sprobuje wtracic swoje trzy grosze. Nie jestem matka wiec moje obserwacje sa z boku ale nie sadze, zeby to umniejszalo ich wartosc. Otoz uwazam, ze rodzenie dzieci do czegos zobowiazuje a mianowicie do ich wychowania. Ciaza to trudny okres ale jej trudy sa niczym w porownaniu z maciezynstwem, ktore wymaga bycia non stop w gotowosci. W komfortowej sytuacji sa kobiety, ktorym pomaga maz, matka badz tesciowa. Jednak w wiekszosci przypadkow ta pomoc jest minimalna i wiekszosc obowiazkow spada na kobiete, w tym kontekscie trzyletni urlop macierzynski ma plus. Z drugiej strony likwidowanie zlobkow i zmuszanie niejako kobiety do wylaczenia sie z aktywnego zycia zawodowego to absurd. Pochwalam kobiety, ktore rozumieja jak wazna jest ich obecnosc i udzial w wychowaniu dziecka i bez wahania zostaja z maluchem w domu. Nie rozumiem natomiast motywow jakimi kieruja sie te, ktore po 3 miesiecznym urlopie wychowawczym natychmiast wracaja do pracy i podrzucaja malucha komu sie da. Zlobki nigdy chyba nie spelnialy swojej roli dobrze, mnie kojarzyly sie (przepraszam za porownanie) z domami dziecka, gdzie malenstwa lezaly calymi dniami w lozeczkach, nikt sie z nimi nie bawil, nie przytulal, nie glaskal. Krotko przed przybyciem rodzicow byly myte i przebierane w suche pieluchy. Tragiczne. Dzieci wychowywane przez zlobki rozwijaly sie wolniej niz te w domach rodzinnych, pozniej zaczynaly chodzic, mowic. O rozwoju emocjonalnym nie wspominajac. Dlatego zamiast zlobki likwidowac nalezaloby raczej je zmodernizowac, zatrudnic fachowy personel w adekwatnej liczbie, zrobic wszystko, by pozostawione tam maluchy mialy jak najlepsza opieke a tym samym szanse na normalny rozwoj. Tak chyba wygladac powinna polityka prorodzinna w normalnym kraju. Chcemy wiecej dzieci wiec pomagamy matkom w ich wychowaniu na wszelkich mozliwych plaszczyznach a nie odbieramy im jedyna alternatywe w postaci zlobka. Panstwo ktore uprzedmiotawia kobiete i sprowadza ja do roli rozrodczej, przy okazji zamykajac w domu z pewnoscia osiagnie jeden efekt: spadek ilosci urodzen. Taka smutn konkluzja mi wyszla w tym radosnym dniu ;).
2007/03/08 15:05:18
Myślę, że dyskutując nad polityką prorodzinną (prokreacyjną jak kto woli) nie powinniśmy skupiać się na tym czy budować, czy likwidować żłobki, czy wydłużać, czy skracać macierzyński. Ustalamy bowiem wtedy pewien schemat tego jak powinna zachowywać i czego pragnąć kobieta ciężarna i matka...a także jaką rolę powinien odegrać w tym wszstkim ojciec. A jesteśmy różni. Ja i mój mąż z radością wybralibyśmy opcję trzyletniego macierzyńskiego, ale wiem, że są rodziny, które za nic by się na to nie zgodziły.
Państwo nie jest od tego, by wartościować nasze postawy wskazywać rozwiązania jedynie słuszne i poprawne. Jest od tego, by pomóc w każdym z możliwych przypadków zrealizować nasze plany w sposób godny i bezpieczny. 2007/03/08 15:07:15
nie wiem co ten zakompleksiony "doktorek" tu jeszcze robi - to jest prawdziwe chamstwo, gospodyni go wyprasza a on wciaz tu siedzi.
no ale coz... ten konserwatywny liberal tak juz ma. ciekawe, ze nie podaje skad ma dane ze wieszosc dzieci we Francji to dzieci emigrantow. ciekawe, ze nie wspomina ze "model skandynawski" ku wielkiemu rozczarowaniu takich jak on, bardzo socjalistyczny, potrafi nie tylko sie swietnie gospodarczo rozwijac, ale i zapewnic _wszystkim_ ludziom godne zycie. tacy jak ten zakompleksiony pool bardzo cierpia gdy ludziom sie powodzi. biedny taki... 2007/03/08 15:27:56
komentatorka: ja nie fiksuje tematu na kwestii karmienia piersia; stwierdzilam, ze ojciec do karmienia piersia jest mniej przydatny niz matka - nie sposob temu zaprzeczyc. I zgadzam sie jak najbardziej - ojciec (lub zyciowy/a partner/ka matki) odgrywa w zyciu dziecka role rownie wazna co matka; a karmienie piersia musi sie kiedys skonczyc. Ale jestem przeciwna (tak sie sklada, ze sie na tym znam) posylaniu do instytucji (bo zlobek jest instytucja) malego dziecka. Zlobki nie spelniaja zadnych funkcji wychowawczych, a zatem nie sa dzieciom potrzebne do rozwoju. Tak male dzieci nie potrzebuja jeszcze socjalizacji. Ta potrzeba pojawia sie okolo wieku przedszkolnego i tu uwazam, ze dziecko powinno chodzic do przedszkola (chociaz, znowu za Bowlbym, ostroznie z iloscia czasu jaka dziecko tam spedza). Zmieniajacy sie opiekunowie i brak indywidualnej opieki w zlobkach marnie sluza dzieciom. Sa oczywiscie wyjatki, widzialam kilka swietnych zlobkow gdzie jedna wykwalifikowana opiekunka zajmowala sie nie wiecej niz czworka dzieci w tym samym wieku, ale zalozmy, ze zwykla kobiete na taki zlobek nie stac nawet jesli ma do niego dostep. Zlobki w komunizmie mialy okreslona role; nie rozumiem po co bronic czegos co swojej roli (ideologicznej) juz nie spelnia. Mysle, ze warto przyjrzec sie innym rozwiazaniom. Zreszta sama o tym piszesz.
I jeszcze jedno, ten dyskurs - "fiksacja na karmieniu piersia" jest doskonalym przykladem tego o czym napisala Balderdash i jest moim zdaniem rownie szkodliwy jak dyskurs obecnej wladzy. Piszesz, ze matki tkwia w domach uwiezione przez tradycje. A co z tymi, ktore wczesnie wracaja do pracy i zyja w ciaglym poczuciu winy, ze nie sa z dziecmi? Bo takie tez widzialam. A co z kobietami takimi jak Balderdash (powyzej - przepraszam, ze cie tak wykorzystuje ale to co napisalas jest bardzo wazne), ktore chca zostac w domu z dzieckiem i musza sie z tego tlumaczyc bo w danym sezonie to nie jest dzezi? Kazdy zyje w jakims dyskursie i jakos ma skonstruowana rzeczywistosc. Ja jednak uwazam, ze sa pewne rzeczy ponad dyskursem i konstrukcjonizmem. Rozwoj czlowieka podczas ciazy i we wczesnym dziecinstwie moim zdaniem sie do nich zalicza. Francuski socjal nie polega nie na tym, ze dzieci oddawane sa rano do zlobka a wieczorem odbierane, tylko na tym, ze panstwo wyplaca spore zasilki rodzinne. I na tym, ze jest wybor, ktorego w Polsce nie ma i nie bedzie, dopoki wszyscy beda sie wodzic za lby i okopywac w przeciwnych obozach. 2007/03/08 16:50:14
Może kiedyś u nas "dzietność" będą nabijali imigranci ale na razie jest ta smutna rzeczywistość różnicy choćby wsparcia socjalnego na "zachodzie". Słuchając radiowej Trójki mogłem sie dowiedzieć, że kobieta na "zachodzie" wychowująca dziecko dostaje 70% wynagrodzenia a równowartość zasiłku dla bezrobotnego to około 4 000 zł. Nic tylko zabrać sie do pracy mając na uwadze choćby perspektywy proponowane przez polityków. Ale nawet pani Sobecka gdyby ją sklonować do ilości wszystkich posłów w parlamencie nie jest w stanie mnie bardziej zasmucić nią dokonania córki państwa Kaczyńskich. I to jest problem, kto zrozumie kobietę.....
2007/03/08 17:32:34
Tak mnie naszło mniej a propos kobietologii, a bardziej a propos samej posłanki Sobeckiej (choć nie tylko jej)...
"Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą, I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą. Ręce za lud walczące sam lud poobcina. Imion miłych ludowi lud pozapomina. Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie." (Ten Wieszcz mnie prześladuje) I tak się zastanawiam, czy ci cisi, ciemni i mali ludzie też się kiedyś znudzą czy jednak nie. 2007/03/08 18:02:40
O tak, nie ma nic gorszego niż uszczęśliwianie na siłe. Serio.
Natomiast dzień kobiet dzięki feministkom kompletnie mi obrzydł. Zamiast miłego zwyczaju, w którym miałbym cmoknąć swoją mamę/siostrę/dziewczynę w czoło i złożyć życzenia, dać kwiatka, dostaje od was - feministek - wykład o tym, jakim jestem wstrętnym samcem, że społeczenstwo patriarchalne, że nierówności, że stereotypy, że walka o równouprawnienie, że manifa (łeee, co za słowo...), że gender itd. itd. itd. Wydaje mi się, że o wiele lepsze wrażene feministki zrobiłyby, gdyby przyjęły kwiatki, uśmiechnęły się i podziękowały. A o nierównościach następnym razem. pozdrawiam, digan. 2007/03/08 18:15:25
A wciskanie tych kwiatkow i calowanie w reke (fuj) to nie uszczesliwianie na sile? Za co tu dziekowac?
2007/03/08 19:02:25
zgodnie z zapowiedzią pewne komentarze wycięłam - prosze uprzejmie o niekomentowanie czegoś, co i tak zniknie
Digan: a nie przyjmują? Na zeszłej manifie dostałam kwiaty od przedstawiciela Urzędu Miejskiego - przyjęłam, lubię kwiaty. A poza tym czy tu słyszałeś, że jesteś wstrętnym samcem? Jesli to ktoś mówi, to nie jest to feministka. Oj digan, digan - co Ty znów gadasz, zapomniałeś już wszystkiego? 2007/03/08 19:11:10
dziękuję sknd :)
Część dyskusji też tutaj, z powodów technicznych: www.bumelka.blox.pl 2007/03/08 19:21:48
A tu życzenia dla kobiet od Radykalnych feministek, a potem dyskusja na forum
www.gazetawyborcza.pl/1,75515,3970916.html?as=1&ias=2&startsz=x 2007/03/08 19:46:33
A tu coś zamiast głupot pani Sobeckiej:
Poprawa opieki zdrowotnej dla dzieci i kobiet w ciąży Rząd chce poprawy jakości opieki zdrowotnej dla dzieci i kobiet w ciąży. Zdaniem Kluzik-Rostkowskiej, poród rodzinny, szkoła rodzenia i znieczulenie zewnątrzoponowe przy porodzie powinny być bezpłatne. Sam tylko koszt finansowania szkół rodzenia to 50 mln zł. W programie mówi się też o likwidacji dużych domów dziecka i zastąpienie ich rodzicielstwem zastępczym, bezpłatnych przedszkolach i wydłużeniu ich czasu pracy do godziny 18. Rząd zastanawia się nad wprowadzeniem nowej formy placówek opieki nad dziećmi - czegoś pomiędzy żłobkiem a przedszkolem dla dzieci od 18 miesiąca życia. Jedna z propozycji zakłada tworzenie zakładowych przedszkoli. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3973737.html 2007/03/08 20:15:17
Sadhbh: trochę się nie zgadzam. W zmierzchłej przeszłości ('83? '84?) na ulicy podszedł do mnie nieco zawiany pan i wręczył mi kwiatuszka z okazji DK. Nie lubiłam już wtedy takich manifestacji, więc się obruszyłam byłam. Pan mi wytłumaczył, że jest to jego prywatny przykład świętowania i poprosił, żebym nie robiła przykrości MU. Nie był nachalny, obleśny ani niemiły. Wrodzona grzeczność kazała mi przyjąć kwiatuszek z uśmiechem.
A życzonka które mi dzisiaj złożył Tatuś? Wiem, że są szczere - On po prostu taki jest:) 2007/03/08 22:49:48
Jeżu Malusieńki, Malkontentko wywołąłąś burzę z piorunami. Czy coś koło tego.
Mnie to boli. Moją Gwiazdę urodziłam 11 lat temu jako bardzo młoda studentka. Od samego początku okazywało sie,ze jestem złą matką, bo a. nie karmiłam piersią, b. nie chciałam isć na macierzyński, c. wróciłam na zajęcia po 2 tygodniach. Wredna matka, jak złoto. Dziecko najpierw u Dziadkó, później z opiekunką, a potem w przedszkolu. Do 17.00. No, wyrodna wprost matka. A jednak... chyba nie do końca. Z perspektywy patrząc, mam a. wykształcenie, b. superfajną córkę, c. satysfakcję z pracy, d. kasę na utrzymanie nas obu. Gdybym musiała zostać z nią w domu przez 3 lata, byłaby sierotą. Serio. Wkurza mnie i boli fakt,ze taka Sobecka, czy inny Jurek wiedza lepiej, czego mnie potrzeba. Że wiedzą,że 100% polskich dzieci rodzi się w pełnych rodzinach,w których ojciec zarabia tyle, by utrzymać wszystkich. Że wiedzą, że kobieta, która studiwała i dosknaliła się zawodowo przez powiedzmy 10 lat, nie musi wracać do zawodu, bo dla państwa mniej warta jest jej praca, niż siedzenie z dzieckiem. Że ona może tego zwyczajnie nie chcieć- ja jestem żywym przykładem, bo chce się uczyć, pracować, nie tracąc przy tym szans na macierzyństwo. Że sztuka jest godzenie różnych potrzeb,a nie urawniłowka, która nikomu i niczemu nie służy. Dzieciom najmniej. Bo będzie ich mniej. 2007/03/09 03:51:45
Gdyby konsekwentnie rozszerzyć projekt (kobieta dba o dziecko w domu przez 30 lat) to rządowi rozwiąże się nieco i problem bezrobocia.
Tak, wiem, że sarkazm nie jest dobry do przekonywania drugiej strony, ale jeśli owa strona opowiada banialuki, to trzeba by ją wysłać na wycieczkę do rzeczywistości a nie wdawać się w dyskusje. Przygnębia myśl, że znowu „przedstawiciele ludu” widzą ludzi jako pionki w grze ekonomicznej. Chwileczkę, jeśli podstawą społeczeństwa jest rodzina, to może by tak władze odczepiły się od niej, pominąwszy przypadki patologiczne? Ustalanie polityki płac tak, by „głowa rodziny” (wbrew gramatyce, głową ma być mężczyzna) zarabiała pensję, a jej (głowy) żona dodatek do pensji, jest brutalną i ideologiczną interwencją ekonomiczną w rodzinne życie. Pierwszy problem to równe płace - wtedy w każdej rodzinie można będzie sensownie decydować kto i przez ile lat kładzie dzieci do łóżka, robi im kleiki i pierze ich zaświnione ubranka. I gdy zniknie konieczność pracowania na dwóch etatach i wymuszonego oddawania dzieci pod czyjąkolwiek opiekę, będzie można zacząć rzeczowo rozmawiać o żłobkach. Wtedy będzie to mniej kwestią feministyczną i ekonomiczną, a bardziej wychowawczą. Jeśli wychowawczynie będą specjalistkami i oddanymi swojemu zawodowi - a matka wcale nie zdobywa automatycznie tych cech przez swoje macierzyństwo - to parę godzin dziennie żłobka jest wyśmienitym wstępem do życia w grupie. Odmienne przekonanie ma wiele z uznawania rocznych dzieci za ruchome zabawki. Ale wydaje się, że Pani Posłanka zamiast porozmawiać z pedagogami o bodźcach wszelkiego rodzaju w rozwoju dzieci i o porównaniu możliwości w tym względzie dobrze zorganizowanego żłobka i przedszkola oraz przeciętnej rodziny, zamiast tego woli wyrażać przekonania, które już ma i wody w nich nie zmienia. 2007/03/09 09:33:14
A może niech pani Sobecka porzuci karierę sejmową i da przykład jak to sie latami siedzi w domu, uwstecznia rozmawiając jedynie o kupkach i przecierach z indyka z groszkiem i promocji na pieluchy? I nie dlatego, że te matki tak chcą, tylko dlatego, że niemają siły wieczorem gdy potwór już uśnie otworzyć ksiązki?
Sobecka go home! 2007/03/09 10:09:03
Droga Socjopatyczna :)
Wyczułam ironię. I wcale nie poczułam się zaatakowana. Tekst na mojego bloga powstał zanim przeczytałam Twój. Co do samych feministek - mam wiele zbieżnych poglądów. A naczelnym jest waga jaką przywiązuję i ja i One (Wy?) do wolności wyboru. To o co "oskarżam" feminizm to przyczynienie się do ukształtowania się pewnych stereotypów. Więcej na bumelka. blox.pl. A co co masy, kisielu, pulpy... użyłam tych słów - dość niefortunnie przyznam - w odniesieniu do ludzi pokroju Posłanki S. i wszystkich tych, którzy uważają, że wiedzą lepiej co jest dla mnie dobre, właściwe i odpowiednie. Oni właśnie myślą, że ja i inne kobiety jesteśmy na tyle głupie i bezwolne, że trzeba nami pokierować. PS. Dziękuję za merytoryczną dyskusję. Dobrze jest poczytać i podyskutować o czymś innym niż wyższość oliwki nad pudrem. ;) 2007/03/09 12:45:12
No jednak jestem wredna! teraz mogę spać spokojnie! Zafundowałam moim Dzieckom obu żłobek w PRL-u. Tylko zupełnie nie rozumiem, czemu One takie normalne wyrosły?
Jesuuuu! A jeśli przeszły trening ideolo! Jak się dowiedzieć? A jak to na Wnuki przejdzie???? 2007/03/09 13:29:10
Wybacz mi socjopatyczna, może zabrzmi to trochę w myśl powiedzenia ("victrix causa deis placuit, sed victa Catoni" Lucanus) ale mściwość jest oznaką słabości, nie siły.
Zanim mnie wyklniesz zwróć uwagę na intencje (przyjaźni), nie słowa. 2007/03/09 16:05:22
Socjopatyczna, zapytałas: '(...)kim może być kobieta w IV RP? Nienarodzonym dzieckiem, dzieckiem pod opieką matki, zepsutą gimnazjalistką, którą przywoła do porządku minister Giertych, studentką, która jeśli sprzeciwia się zdjęciom nagusek na zebraniu naukowym jest zakompleksioną brzydulą (chociaż po co studiować, jeśli za chwilę będzie się siedziało w domu na trzyletnim wychowawczym) i wreszcie matką. Potem zostanie jeszcze teściową i babką. A kiedy może być sobą?'
I to jest powazne pytanie, nad którym nalezałoby sie zastanowic - co to znaczy byc soba? Czy jesli jestem matka, albo babcia, albo tesciowa, to nie jestem soba? Czy soba bywam tylko wtedy, jesli robie cos dla siebie? Realizuje siebie, bez wzgledu na innych? A moze soba jestem i wtedy, gdy jestem dzieckiem, i gdy jestem studentka, i tesciowa? Człowiek a wiec i kobieta spełnia rózne role, niektóre jednoczesnie. Z pewnoscia nikt nie powinien jej do tego zmuszac, ale gdy sie powie A to wynika z tego B. Chodzi mi tu o problem odpowiedzialnosci za wybory. I to jaki jest mój mąz, ojciec naszych (nie tylko moich) dzieci zalezy tez chyba conieco i ode mnie, bo tez nikt mi go na siłę nie wpychał. *** Wychowalismy czworo dzieci, nie tułały sie po złobkach, w przedszkolach owszem, czesto prace brałam do domu. I nie załuje, ze nie pracowałam cały czas, choc pieniedzy zawsze brakowało. Dzis ta młodziez juz dorosła i mam, mamy z nimi swietny kontakt. Bo w moim pojeciu, jedna z wazniejszych spraw w przyjazni, takze z własnymi dziecmi, jest obecnośc rodzica, towarzyszenie dzieciom w rozwoju. A jest to niemozliwe, jesli nas nie ma, albo jestesmy wciąz w pospiechu i zmeczeni.... Ot! 2007/03/09 17:43:42
socjo: ja bym tam sobie specjalnie posłanką Sobecka głowy nie zawracała, bo wiesz ... nie szkoda czasu? Rozumiem - wkurza, ale jej prawo, co ma zresztą biedna robic?
Jej pogląd nie jest odosobniony, bo liczne rzesze pożal się Boze tatusiów babę z radością zagnałyby do garów - byle spokój był. To wszystko ma w efekcie wpłynąć na uszcześliwienie dzieci.. OK. Na pewno są takie, które to uszcześliwi. I tyle. Wszystko jest kwestią wyboru i dobrze, żeby kobieta taki miała.Tylko nich nie musi niczego MUSIEĆ 2007/03/09 18:21:47
babciu-małgosiu, ja w tym miejscu, o które pytasz, zawracam uwagę, jakimi słowami mówi o kobiecie IV RP - ostatnio nie ma kobiety, są tylko jej role. A gdzie jest po prostu ja człowiek - to jest pytanie, które ironizując zadaję. Popatrz na to zdanie właśnie pod tym kątem, a nie pod kątem egoizmu i robienia dla siebie. Kim jest kobieta w IV RP, jak o niej się mówi, zawsze w roli, zawsze... Piszesz, że człowiek spełnia role, a czy w IV RP kobieta jest traktowana jak człowiek? Posłuchaj jak o nas mówią. Czasem mam wrażenie, że jestem jedynie dodatkiem do macicy - wedle kobietologii stosowanej. Czy ja godzę się na role? Owszem. Jestem nauczycielką, historyczką literatury, partnerką, kocią-mamą - ale przede wszystkim jestem człowiekiem, a w IV RP robi się dużo, bym tak nie myślała.
gracjanie drogi masz rację, ale mogąc być słabą albo silną w tym wypadku chce być słaba. Nie będę się kopała z koniem. joe: tylko niech niczego nie musi musieć :) - dokładnie balderdash - cieszę się, że wyjasnione. Ja nawet kotu niczeko nie nakazuję ;) - ma wybór, jest wolną kobietą - dumną Nadieżdą Iwanowną 2007/03/09 18:56:08
Socjo z koniem nie musisz ale jak człowiek wykazywał dobrą wolę .... Czasami warto dać szansę nawet gdyby racja była po Twojej stronie jak w tym przypadku. Nie wszyscy zdają sobie sprawę ze znaczenia własnych zachowań ale od tego jesteś przecież pedagogiem nawet tych zbyt wyrośniętych dzieci. Teraz chyba już jest po herbacie.
Dzięki, że się nie wściekłaś na mnie (ale w przyszłości będę mniej ryzykował :) 2007/03/09 19:19:37
gracjanie, ja długo próbowałam, serio. I nic to nie dawało, to był trolling w czystej postaci. A na Ciebie, za co miałabum się wściekac?
2007/03/10 01:23:39
Kobietologia jesr fałszywa u podstaw, co widać po tym, ze panie które ją propagują, same bynajmniej tak nie żyją. I znów "Piekło Kobiet" Boya się przypomina, niestety.
Zdecydowanie wolę spacerologię, której Wam życzę, zwłaszcza jeśli będzie ładna pogoda w weekend:) "Chciałem zrozumieć wilka wycie Zaszyłem się samotnie w las I wiodłem wilkołacze życie We wnyki wchodząc raz po raz Chciałem zrozumieć co ptak śpiewa Dotykać czasem rąbka chmur Przesiadywałem więc na drzewach Skończyło się porażką znów Minęła naiwności pora To było dawno, a od wczoraj... Ref: Mam ręce w kieszeniach A kieszenie jak ocean Powoli chodzę i rozglądam się Kieszenie jak ocean A ręce mam w kieszeniach Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem /2 Była raz chwila uniesienia I wchłonął mnie radosny tłum Poczułem z ludźmi serca drżenie Lecz w oczach ich był tylko lód Kiedyś ujrzałem ranną zorzę I wyciągnąłem do niej dłoń Tak blisko byłem głębin morza W kałuży tkwiłem jednak wciąż Wynik doświadczeń i poznania Oduczył mnie utożsamiania... Ref: Mam ręce w kieszeniach A kieszenie jak ocean Powoli chodzę i rozglądam się Kieszenie jak ocean A ręce mam w kieszeniach Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem /2 Patrzę na ludzi, z brzegu stoję A wielką wodę w piersiach mam Zaglądam w lustro ze spokojem Bo wiem, że to jest światła gra Gdy mi gorączka nagle skacze W kieszeni mam dla pięści chłód Gdy na swej drodze śmierć zobaczę, wykrzyknę Ta ma lekki chód! A póki co spacerologia To moja jest ideologia... " tekst i muzyka Mariusz Lubomski, ci co lubią flanelową muzykę na pewno znają:) 2007/03/10 19:58:43
Największy problem z posłanką Sobecką jest taki, że wokół jej pomysłów roznosi się ów kobietologiczny smrodek. I przez to nikt się na poważnie nie zastanawia, czy w tym całym bełkocie nie ma choć krztyny sensu.
Bo o tym, że urlopy macierzyńskie są dla większości kobiet za krótkie - to wiadomo. Trzyletni płatny urlop trąca utopią - ale czemu by się nie porozmarzać?...;-) I jeżeli byłyby panie, chętne na takie wyzwania (bo to jest wyzwanie:-), to czemu im tego nie umożliwić? Fanką żłobków też nie jestem. Swego czasu, w latach 80., uczęszczałam do tego przybytku ziemskich rozkoszy... Pani Zosia pakowała mi głowę do talerza z zupą, której nie chciałam jeść, a potem za włosy wlokła do łazienki i wkładała głowę pod kran. Wpychała wstrętne kotlety, a jak je już wyrzygałam, to powiedziała, że mam to zjeść ponownie. Wtedy zazwyczaj zaczynałam ryczeć i się dusić, i wtedy dawała mi spokój. Żłobki się już od tamtej pory niewątpliwie zmieniły. Ale jak bardzo?... Mimo wszystko nie jestem za ich likwidacją, bo rozumiem, że czasem - po prostu nie ma wyjścia. Choć ja wysłałabym tam dziecko przyparta walcem do ściany. Zamiast je likwidować, lepiej byłoby przeorganizować. Świetnie wykwalifikowana kadra, większa ilość opiekunek, by umożliwić bardziej indywidualną opiekę nad dziećmi (które na tym etapie rozwoju nie potrzebują jeszcze grupy rówieśników, ale spokoju, poczucia bezpieczeństwa i ciągłej opieki), małe grupy,... To taki mały wtręt na marginesie rozważań o kobiecie w IV RP;-) Jak na razie to tzw. polityka prorodzinna w naszym kraju to farsa, nie polityka prorodzinna. Ot co. Pozdrawiam, Kulka. kulcze.blox.pl 2007/03/10 20:49:06
id.kulko, w którymś z krajów skandynawskich - niestety nie pamiętam w którym, chyba w Szwecji - istnieje instytucja "podwójnej mamy". Matka mająca małe dziecko i zdecydowana z nim zostać w domu, może zaopiekować się innym maluchem. Za taką opiekę dostaje wynagrodzenie od państwa i przywileje związane z etatem. Nie wiem, czy nie czytałam o tym gdzieś tu. Bardzo mnie ten pomysł ujął.
|
|
Nie mniej niż pytania, kto będzie mi pomagał po porodzie i zdzwione spojrzenia na wieść, że OJCIEC DZIECKA.
Denerwuje mnie przeginanie w obie strony. Także w tą, w której wybór opieki nad dzieckiem nazywany jest degradacją, siedzeniem, nic nierobieniem, brakiem ambicji. W której degradowana jestem do pulpy, szarej masy, kisielu... Traktowana jak jakiś relikt przeszłości, bezwolna, głupia Matka Polka...